Jakiś czas temu gościłam w mojej kancelarii Rafała Chmielewskiego z web.lex, który poza wieloma innymi projektami, pomaga także młodym prawnikom na ich zawodowej drodze do własnej kancelarii prowadząc blog wdrodzedokancelarii.pl.

Z rozmowy tej powstał wywiad, w którym zamierzałam się wyłącznie wymądrzać 😉 ale dzięki Rozmówcy mówię też trochę o odwadze w życiu zawodowym, o tym dlaczego uważam, że nie robię kariery, o potrzebie akceptacji, a nawet własnym strachu przed lataniem 🙂 Jak do tego doszło nie wiem 🙂

Wywiadu można posłuchać tutaj

*Tytuł posta to słowa piosenki Myslovitz „Mieć czy być”, która wydała mi się wspaniałą ilustracją do moich słów, zwłaszcza tych, które wypowiedziałam zupełnie spontanicznie, a która jest jakby napisana specjalnie dla przyszłych prawników 🙂

Dobra wiadomość dla wszystkich osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą!

Trybunał Konstytucyjny w wyroku z dnia 12 grudnia 2017 r. w sprawie SK 13/15 uznał, że art. 1a ust. 1 pkt 3 w związku z art. 5 ust. 1 pkt 1 lit. a ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (Dz.U. z 2017 r. poz. 1785 i 2141) rozumiany w ten sposób, że wystarczającą przesłanką zakwalifikowania gruntu podlegającego opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości do kategorii gruntów związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej jest prowadzenie działalności gospodarczej przez osobę fizyczną będącą jego współposiadaczem, jest niezgodny z art. 2 w związku z art. 64 ust. 1 i 2 oraz art. 84 w związku z art. 32 ust. 1 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej.

Co to znaczy?

Mówiąc najprościej,  Trybunał Konstytucyjny uznał, że samo posiadanie przez przedsiębiorcę nieruchomości nie jest wystarczające do ustalenia dla tego gruntu, wyższej, bo związanej z działalnością gospodarczą, stawki podatku od nieruchomości. Dotychczas wyższymi stawkami podatku od nieruchomości opodatkowana była niemal każda nieruchomość będąca w posiadaniu przedsiębiorcy, ponieważ samo prowadzenie działalności gospodarczej przez właściciela przesądzało o jej uznaniu za część przedsiębiorstwa, niezależnie od tego, czy była ona w danym momencie wykorzystywane do prowadzenia działalności gospodarczej, czy też nie. Trybunał podkreślił,  że aby nieruchomość wchodziła w skład przedsiębiorstwa musi być wprowadzona do ewidencji środków trwałych, amortyzowana czy kupiona ze środków firmowych lub w inny niewątpliwy sposób rzeczywiście z nim powiązana. W innym wypadku  doszłoby do niedopuszczalnej sytuacji, w której podatnicy – osoby fizyczne będące w podobnej sytuacji tj. posiadający grunty niemające związku z prowadzeniem działalności gospodarczej opłacaliby podatek od nieruchomości według odmiennych stawek.

Zatem sam fakt, że właścicielem, a tym bardziej współwłaścicielem nieruchomości jest osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą nie wystarczy już by można było mówić o obowiązku opłacania Szczególnie rażące jest nałożenie takiego obowiązku na współposiadaczy gruntu wówczas, gdy jeden z nich nie jest przedsiębiorcą.

Ustawodawca, jak wskazał Trybunał, powinien wprowadzić bardziej precyzyjne kryteria dowodzące związku gruntu z prowadzeniem działalności gospodarczej. Samo posiadanie tego gruntu przez przedsiębiorcę nie jest kryterium prawidłowym, jako krzywdzące, szczególnie dla współposiadaczy gruntu, gdy jeden z nich nie jest przedsiębiorcą.

Dzięki takiemu stanowisku Trybunału odnośnie gruntów, przedsiębiorcy mogą poczuć się jak w niebie 🙂 JJJ

Jeszcze o opłacie adiacenckiej…

To już ponad rok od czasu, gdy jeden z wpisów na blogu poświęciłam opłatom adiacenckim. Nosił tytuł „Gra na czas”, i podkreślałam w nim różnice w nakładaniu opłaty adiacenckiej w zależności od tego, czy przysługuje ona z racji :

  1. wybudowania nowej infrastruktury lub drogi – na podstawie art.145 ustawy o gospodarce nieruchomościami czy
  2. kiedy wartość nieruchomości wzrośnie w wyniku jej podziału dokonanego na wniosek właściciela lub użytkownika wieczystego – na podstawie art.98a ustawy o gospodarce nieruchomościami.

W każdym z tych dwóch przypadków organ miał trzy lata na nałożenie opłaty, ale w przypadku opłaty z tytułu wybudowania nowej infrastruktury lub drogi w tym terminie musiało nastąpić wydanie decyzji, natomiast w przypadku opłaty z tytułu wzrostu wartości nieruchomości po podziale w ciągu trzech lat miało nastąpić ustalenie opłaty, co było jednoznaczne nie tylko z wydaniem decyzji, ale też jej skutecznym doręczeniem i uzyskaniem przymiotu ostateczności.

Dziś znów wpis w tym temacie, bo ustawodawca sprawił, że wszystko co powyżej jest już nieaktualne.

Zarówno art. 145 ust. 2 jak i  art. 98a ust. 1 zostały zmienione ustawą z dnia 20.07.2017 r. (Dz.U. z 2017 r. poz. 1509), która weszła w życie 23 sierpnia 2017 roku.

Obecnie w obu przypadkach wystarczy, jeśli  w ustawowym terminie 3 lat nastąpi wszczęcie postępowania w sprawie ustalenia opłaty adiacenckiej.

Czy ta zmiana jest dobra? Ujednolicenie dotyczące obu opłat na pewno. Jednak z drugiej strony uzależnienie terminu na możliwość nakładania przez organ opłat od momentu wszczęcia postępowania, w sytuacji gdy w tym wypadku jest to postępowanie wszczynane z urzędu, nie jest najlepszym rozwiązaniem.

Dlaczego?

Dlatego, że przepisy kodeksu postępowania administracyjnego nie określają w sposób jednoznaczny momentu wszczęcia postępowania z urzędu. O ile artykuły 61 § 3 i 3a kpa regulują wyraźnie datę wszczęcia postępowania na wniosek strony, stanowiąc, że datą wszczęcia postępowania na żądanie strony jest dzień doręczenia żądania organowi administracji publicznej, a w przypadku komunikacji elektronicznej – dzień wprowadzenia żądania do systemu teleinformatycznego, o tyle w przypadku wszczęcia postępowania z urzędu takiego wskazania nie ma.

To orzecznictwo wykształciło zasadę, że za datę taką można uznać dzień pierwszej czynności dokonanej w sprawie, której postępowanie dotyczy. Jest za nią zwykle uważane zawiadomienie o wszczęciu postępowania. Ale też przykładowo za datę wszczęcia postępowania administracyjnego może być zgodnie z orzecznictwem NSA, uznane przesłuchanie świadka, jako pierwsza czynność podjęta w stosunku do strony.

Tego typu wątpliwości nie mają zwykle większego znaczenia, bo moment wszczęcia postępowania ustalamy  najczęściej jedynie dla stwierdzenia, które z kilku postępowań zostało wszczęte wcześniej.

Ale gdy ustawodawca uzależnia od czegoś uprawnienie dla organu do nałożenia, często bardzo wysokiej, opłaty, żadne wątpliwości nie powinny mieć miejsca. A mają. W postępowaniu o ustalenie opłaty adiacenckiej zwykle na przykład organ zleca operat do celów danego postępowania jeszcze przed wysłaniem zawiadomienia o wszczęciu postępowania. Przed zawiadomieniem są też najczęściej przeprowadzane oględziny na gruncie.

Który z tych momentów będzie więc miarodajny?

Najwłaściwszy wydaje się pogląd, że datą wszczęcia postępowania administracyjnego z urzędu, jest dzień pierwszej czynności w sprawie dokonanej pod warunkiem, że powiadomiono o niej stronę w sprawie  – zgodnie z wyrokiem NSA z 4.3.1981 r. SA 654/81.  Pozwoli to uniknąć takich sytuacji, w których organ zawiadomi o wszczęciu postępowania wyłącznie po to, by nie minął ustawowy trzyletni termin na ustalenie opłaty, a następnie nie będzie podejmował żadnych czynności przez długie tygodnie.

Czy nie lepsze byłoby zatem ustanowić, by organ musiał w ustawowym trzyletnim terminie wydać decyzję, a nie wszcząć postępowanie, skoro momentem odniesienia dla każdej rozpoznawanej sprawy jest zawsze chwila wydania decyzji (stan faktyczny i prawny ważny jest w dniu wydania decyzji, a nie w dniu wszczęcia postępowania)?

Tak jak było dotychczas w przypadku jednej z opłat.

Warto pamiętać, że czasem może tak być nadal, pomimo zmiany przepisów – w przypadku postępowań wszczętych i niezakończonych przed dniem wejścia w życie zmiany, a zatem przed 23 sierpnia 2017 roku, w zakresie terminów  stosuje się przepisy dotychczasowe.

29955510_1104587113024795_1968620772_o

Po co Ci prawnik?

Dziś wpis z kategorii:

Po co Ci właściwie prawnik, skoro w internecie jest wszystko, wystarczy tylko korzystać z wiarygodnych źródeł?

A zatem szukasz potrzebnych informacji na temat zakwestionowania procedury skierowania na leczenie uzdrowiskowe wydanego przez NFZ i znajdujesz:

Bez tytułu

 

Dość szybko, bo to oficjalna strona głównego zainteresowanego.

Niby wszystko jest w porządku.  Brak możliwości odwołania wynika bezpośrednio z rozporządzenia z dnia 7 lipca 2011 r.  Ministra Zdrowia w sprawie kierowania na leczenie uzdrowiskowe albo rehabilitację uzdrowiskową (Dz.U. Nr 142, poz. 835) i potwierdził to dodatkowo Trybunał Konstytucyjny.

Ale odwołanie to nie jedyny sposób zakwestionowania negatywnej decyzji.

Zostają jeszcze sądy administracyjne.

A poza tym co to tak naprawdę jest „negatywna decyzja”?

Czy to tylko odmowa potwierdzenia skierowania na leczenie uzdrowiskowe, czy w pewnych przypadkach także potwierdzenie, ale zawierające niesatysfakcjonujące Cię treści?

Wszystko to jasno opisuje Uchwała Składu Siedmiu Sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 16 grudnia 2013 r. wydana w sprawie II GPS 2/13, ale jej nie znajdziesz już tak łatwo, jak informacji o braku możliwości odwołania W Uchwale tej Naczelny Sąd Administracyjny odniósł się do wszystkich rozstrzygnięć w zależności od ich formy tj.  potwierdzenia skierowania na leczenie uzdrowiskowe, odmowy potwierdzenia skierowania na leczenie, a także niepotwierdzenia skierowania. Z niej wynikają także sposoby ich kwestionowania. Dowiesz się analizując ją na przykład, że:

Potwierdzenie skierowania na leczenie uzdrowiskowe wydawane na podstawie art. 33 ust. 2 ustawy z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. z 2008 r. Nr 164, poz. 1027 ze zm.) jest czynnością, o której mowa w art. 3 § 2 pkt 4 ustawy z dnia 30 sierpnia 2002 r. – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. z 2012 r. poz. 270 ze zm.).

czego konsekwencją jest możliwość skontrolowania prawidłowości takiego skierowania przez sąd administracyjny.

Dowiesz się, że to samo możesz zrobić z decyzją o odmowie skierowania do sanatorium, bo według NSA odmowa taka powinna być wydana własnie w formie decyzji, a  decyzje także podlegają przecież  wspomnianej wyżej kontroli sądów administracyjnych.

Próżno takiej informacji szukać w internecie.

No chyba, że w wyszukiwarce Centralnej Bazy Orzeczeń Sądów Administracyjnych pod adresem http://orzeczenia.nsa.gov.pl  w okienko Powołane przepisy wpiszesz Akt prawny:  – Dz.U. 2008 nr 164 poz 1027 i przepis: – art.33 ust.2

Wtedy zobaczysz, jak inni radzą sobie z kwestionowaniem negatywnych rozstrzygnięć, od których jak czytałeś w internecie nie ma przecież odwołania 😉

Po to Ci prawnik.

Pozdrawiam niezmiennie.

Pracownikowi samorządowemu przysługuje jednorazowa odprawa emerytalna.

Art.36 ust.2 ustawy o pracownikach samorządowych wyraża to uprawnienie wprost:

Pracownikowi samorządowemu przysługuje wynagrodzenie zasadnicze, dodatek za wieloletnią pracę, nagroda jubileuszowa oraz jednorazowa odprawa w związku z przejściem na emeryturę lub rentę z tytułu niezdolności do pracy oraz dodatkowe wynagrodzenie roczne na zasadach określonych w odrębnych przepisach.

Tak zredagowany przepis różni się nieco od tego obowiązującego zgodnie z kodeksem pracy:

Pracownikowi spełniającemu warunki uprawniające do renty z tytułu niezdolności do pracy lub emerytury, którego stosunek pracy ustał w związku z przejściem na rentę lub emeryturę, przysługuje odprawa pieniężna w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia.

Różna jest nie tylko wysokość odprawy – w przypadku pracownika samorządowego uzależniona od liczby przepracowanych lat (nawet do sześciomiesięcznego wynagrodzenia po 20 latach pracy), ale także fakt, że w przypadku pracownika samorządowego, odprawa nie jest tak literalnie powiązana z przyczyną ustania stosunku pracy.

Taki sposób redakcji wspomnianego przepisu sprawił, że wystarczającym warunkiem nabycia prawa do odprawy emerytalnej przez pracownika samorządowego było spełnianie  warunków nabycia prawa do emerytury w momencie rozwiązywania stosunku pracy. Przejście na emeryturę nie musiało być przyczyną ustania stosunku pracy. Rozwiązanie umowy o pracę mogło się przykładowo zbiec w czasie z uzyskaniem uprawnień emerytalnych albo pracownik decydował o przejściu na emeryturę właśnie dlatego, że pracodawca rozwiązał z nim umowę o pracę. Ponieważ i przy przepisach kodeksu pracy orzecznictwo nakazywało pojmować ten związek pomiędzy ustaniem stosunku pracy, a przejściem na emeryturę szeroko, na gruncie ustawy o pracownikach samorządowych tym bardziej więc ewentualne wątpliwości rozstrzygało się zawsze na korzyść pracownika.

Nikt nie miał jednak raczej wątpliwości, że jeśli pracownik został zwolniony w trybie tzw. „dyscyplinarnym” czy jak się potocznie mówi – „karnym”, to nie było to rozwiązanie stosunku pracy związane z przejściem na emeryturę. Takie stanowisko potwierdzał wyrok Sądu Najwyższego z 16 listopada 2000 r., I PKN 81/00, a także wyrok Sądu Najwyższego z dnia 26 listopada 2013 r., II PK 60/13, w której SN wprost wskazał:

Odprawa emerytalna, mimo że jest świadczeniem powszechnym (art. 921 KP), to jednak stanowi odkreśloną gratyfikację, przede wszystkim za staż pracy (emerytalny), ale także za właściwe wykonywanie pracy. Jeżeli dochodzi do ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków, to rozwiązanie z takiej przyczyny stosunku pracy może nie uzasadniać przyznania prawa do odprawy emerytalnej, czyli pozytywnego stwierdzenia, że stosunek pracy ustał w związku z przejściem na emeryturę.

Obecnie wiemy już, że samo zwolnienie w trybie art.52 § 1 ust 1 kodeksu pracy nie ma automatycznego wpływu na pozbawienie prawa do odprawy emerytalnej.

Uchwała składu 7 sędziów Sądu Najwyższego z dnia 28 czerwca 2017 r. w sprawie III PZP 1/17 wyjaśniła tę kwestię ostatecznie. Sąd Najwyższy stwierdził, że :

Rozwiązanie stosunku pracy na podstawie art. 52 § 1 pkt 1 k.p. nie wyklucza prawa pracownika samorządowego do jednorazowej odprawy emerytalnej przewidzianej w art. 36 ust. 2 w związku z art. 38 ust. 3 i 5 ustawy z dnia 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych.

Orzeczenie III PZP 1/17 oraz postanowienie z uzasadnieniem wątpliwości prawnych co do tej kwestii znajdziesz tutaj.

Sąd Najwyższy nie wykluczył więc uprawnienia do odprawy dla pracownika zwolnionego dyscyplinarnie. Ale w drugą stronę automatyzmu przecież także nie zalecił. Tylko który pracodawca zaryzykuje teraz odmowę wypłaty odprawy powołując się np. na art.8 kodeksu pracy?