Marzec 2014

Fundusz sołecki w miastach?

Kilka dni temu – 20 marca, weszła w życie nowa ustawa o funduszu sołeckim.

To okazja, żeby porozmawiać o funduszu sołeckim, tym bardziej, że dziś jest ostatni dzień na podjęcie uchwały o wyrażeniu lub odmowie  wyrażenia zgody na wyodrębnienie z budżetu gminy funduszu sołeckiego. Ostatni, ponieważ uchwała podjęta po dniu 31 marca roku poprzedzającego rok budżetowy, którego dotyczy, jest nieważna.

Fundusz to wyodrębnione w budżecie gminy środki, które mogą być przeznaczone na realizację zadań własnych gminy na terenie danego sołectwa. Zadań, które służą poprawie warunków życia mieszkańców i są zgodne ze strategią rozwoju gminy oraz zostały wskazane we wniosku złożonym przez sołectwo do organu wykonawczego gminy.

To pierwsza zaleta funduszu – gwarancja, że na obszarze sołectwa zostanie zrealizowane konkretne, wybrane przez mieszkańców zadanie poprawiające komfort ich życia.

Druga zaleta wyodrębnienia funduszu to fakt, że gmina otrzymuje z budżetu państwa zwrot znaczącej części wydatków wykonanych w jego ramach w formie dotacji celowej.

Te dwie wspomniane cechy sprawiają, że fundusz jest atrakcyjnym instrumentem wdrażania oddolnych inicjatyw i realizowania pomysłów mieszkańców w odniesieniu do najbliższego im obszaru gminy.

Przywilej wyodrębnienia funduszu sołeckiego należy jednak jedynie do gmin, które utworzyły jednostki pomocnicze jakimi są sołectwa, a te z kolei zwyczajowo są tworzone w gminach o charakterze wiejskim i wiejsko-miejskim. W miastach jednostkami pomocniczymi są natomiast  dzielnice i osiedla.

Z drugiej strony obecnie  żaden przepis nie wyklucza tworzenia sołectw w miastach, a ustawa o funduszu sołeckim przewiduje, że wniosek określający, na jakie zadanie mają  być przeznaczone środki funduszu, sołectwo ma złożyć do wójta, burmistrza lub prezydenta miasta – więc, co podnoszą zwolennicy sołectw miejskich, ustawodawca przewidział fundusz także w dużych gminach miejskich, gdzie organem wykonawczym jest prezydent miasta.

Przeciwnicy tego rozwiązania powołują się na uzasadnienia wprowadzanych przez ustawodawcę rozwiązań, na art.36 ust.1 ustawy o samorządzie gminnym, zgodnie z którym organem uchwałodawczym sołectwa jest zebranie wiejskie, (co definiuje sołectwo jako jednostkę o charakterze wiejskim) oraz na definicję  kwoty bazowej potrzebnej do obliczania wysokości środków przypadających na dane sołectwo, którą oblicza się  na podstawie  danych finansowych jedynie  gmin wiejskich i miejsko-wiejskich. Podkreślają też znaczne obniżenie prestiżu miasta, na którego terenie zawiązane zostaną sołectwa.

Ponieważ jednak prestiż w konfrontacji z milionami złotych z funduszu, traci na znaczeniu, przez ostatnie miesiące toczyła się w mediach batalia na temat działań  miast, które to rozwiązanie chciały u siebie wprowadzić. Najwięcej emocji wzbudzała swojego czasu propozycja powołania sołectw jako jednostek pomocniczych Krakowa. Ostatnio swój plan wprowadziło w życie miasto Jarocin. Wojewoda Wielkopolski co prawda unieważnił w trybie nadzoru uchwałę w sprawie powołania sołectwa w Jarocinie, ale Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił to rozstrzygnięcie nadzorcze, a złożoną przez Wojewodę skargę kasacyjną oddalił Naczelny Sąd Administracyjny świeżym wyrokiem z 4 lutego br. w sprawie II OSK 2910/2013.

NSA argumentował, że sołectwo może być jednostką pomocniczą utworzoną w granicach administracyjnych miasta, ale tylko w pewnych sytuacjach, kiedy obszary nim objęte są niezurbanizowane i mają charakter wiejski. Przy braku tych przesłanek sama zmiana nazewnictwa jednostki pomocniczej byłaby obejściem ustawy o funduszu sołeckim.  Cały wywód Sądu dostępny tutaj.

Takie orzeczenie daje możliwość realizacji pomysłów kolejnych rad gmin na tworzenie sołectw obejmujących peryferia gmin miejskich.  Tylko, czy to aby na pewno dobry pomysł?

Kilka tygodni temu rodzice uczniów niewielkich szkół odetchnęli z ulgą. W tych gminach, które nie podjęły do końca lutego uchwały o zamiarze likwidacji takiej szkoły, likwidacji na pewno już nie będzie.

Fakt, że zgodnie z obowiązującymi przepisami szkoła może być zlikwidowana jedynie z końcem roku szkolnego tj. do 31 sierpnia danego roku, a na co najmniej 6 miesięcy wcześniej powinien być o tym zawiadomiony właściwy Kurator Oświaty oraz rodzice uczniów, sprawia, że ostatni dzień lutego to dla gmin planujących likwidację szkoły także ostatni dzień na podjęcie uchwały intencyjnej w tym zakresie.

Podobny sześciomiesięczny termin na ogłoszenie swoich planów, ma gmina w przypadku przekazania szkoły do prowadzenia osobie fizycznej lub prawnej, ale samo przekazanie nie jest ograniczone terminem, jak w przypadku likwidacji. Oznacza to, że uchwała o zamiarze przekazania szkoły może być podjęta w każdym czasie.

Oczywiście, przekazanie szkoły przebiega najsprawniej, gdy zmiana organu prowadzącego następuje z końcem roku szkolnego, ale nie jest to regułą. Obsługując gminy wdrażałam procedurę przekazania szkoły już kilkakrotnie i nigdy datą przekazania nie był początek nowego roku szkolnego.

Rodzice uczniów nie powinni jednak się obawiać. Przekazanie szkoły nie oznacza jej likwidacji, ani utraty przez nią statusu szkoły publicznej. Przeciwnie, jest alternatywą dla likwidacji, a wymóg uzyskania pozytywnej opinii Kuratora Oświaty gwarantuje, że przekazanie szkoły to w każdym przypadku optymalne rozwiązanie.

Warto podkreślić, że pozytywną opinię Kuratora uzyskać musi nie tylko sam plan przekazania, ale także osoba, która szkołę przejmuje. Podmiot przejmujący powinien być więc wskazany już w uchwale intencyjnej, a informacje o nim załączone do wniosku o opinię. Zwykle jest to stowarzyszenie zawiązane przez rodziców lub wyspecjalizowane stowarzyszenie zajmujące się prowadzeniem szkół, a w przypadku osób fizycznych – dotychczasowy dyrektor

Szkoła pomimo przekazania pozostaje bezpłatna i ogólnodostępna. Oszczędności pojawiają się na skutek innych warunków zatrudniania nauczycieli (w przekazanej szkole Karta Nauczyciela nie obowiązuje) i zmniejszeniu użytkowanej dotychczas powierzchni lokalowej do niezbędnego minimum. 

Ważne jest również, że gmina cały czas nadzoruje prawidłowość wykonywania przez nowy organ prowadzący, zarówno warunków zawartej umowy, jak i ogólnych przepisów prawa, a w przypadku naruszeń lub rezygnacji nowego organu z prowadzenia szkoły, szkoła zostaje zawsze zwrotnie przejęta przez gminę. Takich przypadków jednak, odpukać, z praktyki nie znam.

6 (1)

Gmina jako spadkobierca

Kiedy spadkodawca nie pozostawił małżonka, krewnych ani innych osób uprawnionych do spadku, spadek dziedziczy Gmina ostatniego miejsca zamieszkania.

W praktyce najczęściej ma to miejsce, gdy spadkodawca co prawda miał liczną rodzinę, ale w spadku pozostawił jedynie długi, więc wszyscy uprawnieni spadek odrzucili.

Gmina nie może odrzucić spadku, więc wtedy to ona staje się spadkobiercą. Zabezpieczeniem Gminy ma być zasada, że spadek dziedziczy ona zawsze z dobrodziejstwem inwentarza, co oznacza, że za pozostawione długi odpowiada jedynie do wysokości wartości pozostawionego spadku.

Nie zawsze jest to jednak zabezpieczenie skuteczne.

Zwykle obowiązki Gminy rzeczywiście ograniczają się do prowadzenia korespondencji z wierzycielami  i informowania ich, że dłużnik  – spadkodawca żadnego majątku nie pozostawił, ale zdarza się też, że w skład spadku poza długami wchodzą i prawa majątkowe, które jednak bardzo trudno spieniężyć. Takim prawem jest np. udział w nieruchomości. Trudno oczekiwać, że znajdzie on szybko nabywcę, tym bardziej, że często dodatkowym bonusem do spadku są skomplikowane relacje pomiędzy pozostałymi współwłaścicielami, a rodząca konflikty współwłasność nie jest atrakcyjna dla potencjalnego inwestora.

A wierzyciel nie chce i nie musi czekać. Kwoty równej wartości udziału wskazanej przez rzeczoznawcę ma prawo dochodzić bez oczekiwania na jego zbycie przez Gminę.

W tych przypadkach Gmina uiszcza dług do wysokości wartości udziału, który  pomimo obiektywnej wyceny,  jest dla niej w istocie bezwartościowy, bo Gminy nie są zainteresowane taką formą własności –  więcej, podejmują wszystkie możliwe kroki, by ze współwłasności wyjść jak najszybciej. To z kolei nie zawsze jest proste, bo zwykle pozostałymi współwłaścicielami są spadkobiercy ustawowi,  którzy sami odrzucili spadek z uwagi na  trudną sytuację finansową.

O przypadku, by Gmina odziedziczyła fortunę nie słyszałam.

Kto tu rządzi…

a kto reprezentuje gminę przed sądem powszechnym?

Choć każdy, nawet najmniej zainteresowany lokalną władzą, wie zwykle kim jest burmistrz, wójt czy prezydent miasta, wiedza ta ogranicza się zwykle do przeświadczenia o ich niemal nieograniczonej swobodzie w zarządzaniu gminą.

Nieznany powszechnie podział kompetencji pomiędzy organami gminy, sprawia, że wójt, burmistrz, czy prezydent miasta utożsamiany jest z gminą i czyniony stroną pozwaną w sprawach, w których powód rości sobie pretensje do gminy.

Tymczasem wójt, burmistrz, czy prezydent miasta reprezentuje jedynie gminę w postępowaniu sądowym, ponieważ to on jest organem reprezentującym gminę na zewnątrz i kierującym jej sprawami. Nie będzie natomiast stroną pozwaną.

Pamiętaj zatem, by jako stronę postępowania sądowego wskazać gminę – nie burmistrza czy wójta, co chociaż wydaje się błędem mogącym przydarzyć się tylko laikom,  zdarza się w praktyce bardzo często, także niestety w przypadku pozwów sporządzanych  przez profesjonalnych pełnomocników.

Wójt (burmistrz, prezydent) jest też nagminnie, błędnie pozywany w sprawach pracowniczych i to nie tylko wtedy, gdy powodem jest pracownik urzędu gminy, ale także wtedy, gdy pozew składa pracownik jednostki gminnej, a nawet nauczyciel. Tymczasem i w samorządzie obowiązuje ogólna zasada, że pozwanym jest zawsze pracodawca, nie osoba reprezentująca pracodawcę, ani (jak to się zdarza w przypadku pracowników oświaty)  organ założycielski szkoły.

Wciąż w nas chyba pokutują stereotypy wykształcone przez lata oglądania animowanych bajek, w których burmistrz urzędujący w kolorowym ratuszu władczo i samodzielnie podejmował śmiało wszystkie decyzje dotyczące innych bohaterów, czasem nawet osobiście nadzorując sposób ich wykonania. Z wiadomych względów w bajkach nie było miejsca na Radę Gminy, komisję rewizyjną, RIO i inne organy nadzoru.  Życie  to jednak zupełnie inna bajka 🙂