Lipiec 2017

KPA – zmiana czy rewolucja?

Za nami dość obszerna zmiana kodeksu postępowania administracyjnego, wprowadzająca wiele nowych rozwiązań. Jej celem było m.in. zniesienie nadmiernego formalizmu postępowania, a także umożliwienie prawidłowej realizacji zasady zaufania obywateli do organów administracji, która dotychczas była według ustawodawcy realizowana w sposób niewystarczający.

Na omówienie poszczególnych zmian przyjdzie jeszcze czas, tym bardziej, że większość nowych przepisów zmienia procedurę, nie rewolucjonizując jednak sytuacji klienta urzędu. Ale są i takie, które odwracają niejako role w postępowaniu. Jedną z takich zmian jest wprowadzenie artykułu 79a, który w § 1 zawiera następujący przepis:

W postępowaniu wszczętym na żądanie strony, informując o możliwości wypowiedzenia się co do zebranych dowodów i materiałów oraz zgłoszonych żądań, organ administracji publicznej jest obowiązany do wskazania przesłanek zależnych od strony, które nie zostały na dzień wysłania informacji spełnione lub wykazane, co może skutkować wydaniem decyzji niezgodnej z żądaniem strony.

Co to oznacza w praktyce?

Tyle, że we wszystkich  postępowaniach wszczętych na Twój wniosek od 1 czerwca tego roku, organ już na etapie wysyłania informacji o możliwości zapoznania się z materiałem zgromadzonym w sprawie powinien wiedzieć, czy decyzja będzie pozytywna, czy nie. Jeśli istnieje zagrożenie, że decyzja może być odmowna z powodu nieprzedłożenia przez Ciebie wymaganych dla pozytywnego rozstrzygnięcia dokumentów będzie musiał powiadomić Cię o tym, jakie to wymogi zależne od Ciebie nie zostały spełnione.

Dla mnie to rewolucja.

Dotychczas aż do zakończenia postępowania administracyjnego wnioskodawca nie wiedział, jakie będzie rozstrzygnięcie, a negatywna decyzja zwykle go zaskakiwała. Teraz już na wcześniejszym etapie, przed wydaniem decyzji, będziesz miał na piśmie, czy organ uznał złożone przez Ciebie dokumenty za wystarczające czy nie, i co według organu powinieneś jeszcze wykazać, by zmienił zdanie.

Co to oznacza dla Ciebie?

Jeśli dysponujesz środkami dowodowymi, by rozwiać wątpliwości organu, będziesz mógł je złożyć w terminie wyznaczonym przez organ na wypowiedzenie się co do zebranych dowodów lub w inny wskazany sposób wykazać swoje racje. Jeśli nie, będziesz miał dodatkowy czas na przygotowanie odwołania. Już nie musisz się domyślać czego brakło, że spotkałeś się  z odmową.

A jakie to pole do popisu na nowe zarzuty. Zwłaszcza, jeśli się okaże, że informacja o niewykazanych przesłankach nie dotyczyła spraw ujętych w uzasadnieniu decyzji, albo była z nim sprzeczna.

IMG-20170728-WA0002

 Niebo sprzed kilku godzin. Tak mi się jakoś skojarzyło 😉

Pismo z urzędu

Zanim na dobre wrócę do pracy, jeszcze jeden lżejszy wpis „bez kategorii”.

Przepisy prawne sporządzane są w charakterystycznym języku – języku prawnym. Słowa mają w tym języku zupełnie inne znaczenie, niż potocznie je rozumiemy. Mieć w tym języku to nie to samo co posiadać, użyczyć znaczy zupełnie co innego, niż pożyczyć. Ten język musi być specyficzny, aby przepisy były zwięzłe i abstrakcyjne, a przez to mogły odnosić się do wielu podobnych sytuacji, bez ich szczegółowego opisywania.

I to nawet zrozumiałe.

Z kolei stosujący przepisy na co dzień pracownicy urzędów, posługują się językiem tzw. urzędniczym. Ten język zazębia się z językiem prawnym, ale też zawiera wyrażenia charakterystyczne wyłącznie dla siebie, stąd zwany też czasem bywa urzędniczym żargonem. Ułatwia on dyskusję o konkretnych rozwiązaniach prawnych i pozwala podzielić się interpretacjami prawnymi,  ale…

DSC04853

No właśnie. W pismach kierowanych do osób spoza prawniczej branży, starających się załatwić swoją sprawę w urzędzie, powinien być stosowany z umiarem i w sposób umożliwiający pełne zrozumienie treści adresatowi.

Językiem urzędowym jest przecież w naszym kraju język polski. To nie tylko frazes, to gwarancja, że urzędowe pisma będą zrozumiałe dla laika.

Pismo do Jana Nowaka o tym, na jakim etapie jest jego sprawa, albo informacja o tym, że termin jej załatwienia się przedłuży, nie musi przecież brzmieć jak zlepek trudnych do zrozumienia słów, z przewagą tych, które nic w praktyce nie znaczą.

Tymczasem zdarza się, że adresat z otrzymanego pisma czy decyzji nie rozumie nic. Nawet z uzasadnienia, które powinno przecież w sposób jasny i przekonujący wskazywać, czemu decyzja jest negatywna lub w inny sposób niezgodna z jego wnioskiem.

W pismach urzędowych mnożą się specjalistyczne wyrażenia, choć mają zrozumiałe odpowiedniki w języku potocznym. Stosowana jest przedziwna, odwrócona składnia, mająca prawdopodobnie nadać treści bardziej władczy wydźwięk.

Niepotrzebnie.

Z dwóch powodów.

Po pierwsze, to urzędnik jest dla ludzi. To prawnik jest dla ludzi. Nie odwrotnie.

Po drugie, niezrozumienie decyzji przez adresata jest wystarczające do wniesienia przez niego skutecznie odwołania. Kodeks postępowania administracyjnego nie przewiduje przecież żadnych formalnych obostrzeń, jeśli chodzi o odwołanie. Nie raz spotkałam się z sytuacją, w której ktoś odwołał się od decyzji „z ostrożności, bo nic z niej nie rozumiał”. Żadna ze stron na tym nie zyskuje. Dla każdej to strata czasu i potwierdzenie przekonania, że między administracją, a obywatelami jest przepaść.

Zatem komunikacja na linii obywatel-urzędnik, powinna być jak najprostsza, przy czym granicą jest tu jedynie konkretność i oficjalność. (Wiadomo, że w tego typu pismach nie ma miejsca na emocje czy kwieciste opisy).

I jak najmniej sytuacji podobnych do tej, z usłyszanej kiedyś przeze mnie anegdoty, gdy petent skarżył się koledze, że nie załatwił sprawy, bo „urzędnik nie widział”.

 – W ogóle?  – zdziwił się kolega.

– Nie, tylko jakiś tam p r z e s ł a n e k.

podp

Bez tytułu22

Pracę zabieram nie tylko do domu, ale i na wakacje 🙂 Nie mogłam się powstrzymać. Na zdjęciu Ratusz w Sóller na Majorce, zlokalizowany na pełnym kawiarni i drzew Placu Konstytucji.

SAM_27301

SAM_27321

SAM_2741

podp