Działalność organów władzy publicznej i osób pełniących funkcje publiczne powinna być jawna.
Nie jest to tylko nierealny postulat, ponieważ już kilkanaście lat funkcjonuje ustawa o dostępie do informacji publicznej, a wszystkie organy mają obowiązek ujawniać w dostępnym dla każdego w sieci Biuletynie Informacji Publicznej, informacje o swojej działalności, gospodarowaniu mieniem publicznym, polityce kadrowej i wszystkich innych sprawach, które wiążą się ze sprawowaniem władzy publicznej.
Wystarczy więc wpisać w wyszukiwarkę internetową nazwę swojej gminy i skrót BIP, by zostać poprowadzonym wprost do zasobów informacji publicznych o jej funkcjonowaniu.
Jeśli jednak nie znajdziesz tam interesujących Cię informacji, możesz zwrócić się o ich udzielenie bezpośrednio do urzędu gminy – listownie, a nawet mailem.
Nie musisz przy tym swojego wniosku uzasadniać, wykazywać się żadnym interesem – prawnym czy faktycznym, ani podawać żadnych danych – innych niż te, które umożliwią realizację wniosku np. adresu zamieszkania, gdy pytanie przesyłasz w formie elektronicznej.
Informacja powinna być udostępniona nie później niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku.
Skrócenie okresu oczekiwania na reakcję organu w stosunku do terminów obowiązujących w postępowaniu administracyjnym, o których pisałam tutaj, jest skutkiem tego, że do problematyki udzielania informacji publicznej, kodeks postępowania administracyjnego nie ma zastosowania. Przepisy kpa stosuje się wyłącznie w odniesieniu do decyzji o odmowie udzielenia informacji, nie do jej udzielenia czy zaniechania w tym zakresie.
Konsekwencją tego wyłączenia przepisów kpa, jest także wspomniany przeze mnie w poprzednim poście brak konieczności wyczerpania drogi zaskarżenia do skutecznego złożenia skargi na bezczynność organu zobowiązanego do udzielenia informacji publicznej.
Mówiąc prościej, jeśli organ nie odpowiada na Twój wniosek możesz bez żadnych dodatkowych czynności składać skargę na jego bezczynność do wojewódzkiego sądu administracyjnego. W tym wypadku nie jest wymagane wcześniejsze zażalenie lub wezwanie do usunięcia naruszenia prawa.
Skargę składa się do organu, który zaniechał udzielenia informacji, a ten ma ją obowiązek (wraz z własnym stanowiskiem przedstawionym w odpowiedzi na skargę) przedłożyć sądowi.
Uwzględnienie skargi przez wojewódzki sąd administracyjny będzie skutkować zobowiązaniem organu do udzielenia informacji, a nierzadko też negatywnymi konsekwencjami finansowymi dla bezczynnego podmiotu.
Skarga na bezczynność jest więc instrumentem ułatwiającym realizację prawa do informacji i sprawiającym, że jawność działania organów nie jest tylko naiwnym życzeniem obywateli.
Jaki więc drugi koniec ma ten kij?
Uwierz mi – ma.
Niestety na prawo do uzyskiwania informacji publicznych poza osobami rzeczywiście zainteresowanymi działalnością organu często też powołują się osoby, którym trudno przypisać szczere intencje.
Często gminy są wprost zasypywane wnioskami o udostępnienie informacji publicznych, które co prawda nie są informacjami przetworzonymi, ale z uwagi na ich ogromną ilość, przekształcenie ich na formę wskazaną we wniosku, niemal paraliżuje funkcjonowanie komórki odpowiedzialnej za ich udzielenie.
Jeśli informacje dotyczą okresu, z którego dokumenty są już w archiwum, nie dotyczą konkretnych, istotnych z punktu widzenia interesu mieszkańców spraw, a nawet obiektywnego, możliwego do zaakceptowania interesu wnioskodawcy i jeszcze pochodzą od jednej osoby trudno uznać, że osoba ta realizuje prawo do informacji. Łatwiej, że prowadzi prywatną wojnę, w której skarga na bezczynność organu ma być ostatnią, przesądzającą o zwycięstwie walką.
Podobnie, czy wnioskodawcy, który po złożeniu kilkunastu wniosków o informacje dotyczące okresu ostatnich kilku lat, składa skargę na bezczynność organu, gdy ten opóźni się z odpowiedzią cztery dni, naprawdę zależy na informacji?
Oceńcie sami.


