
Kiedy spadkodawca nie pozostawił małżonka, krewnych ani innych osób uprawnionych do spadku, spadek dziedziczy Gmina ostatniego miejsca zamieszkania.
W praktyce najczęściej ma to miejsce, gdy spadkodawca co prawda miał liczną rodzinę, ale w spadku pozostawił jedynie długi, więc wszyscy uprawnieni spadek odrzucili.
Gmina jako spadkobierca dziedziczy zawsze z dobrodziejstwem inwentarza
Gmina nie może odrzucić spadku, więc wtedy to ona staje się spadkobiercą.
Zabezpieczeniem Gminy ma być zasada, że spadek dziedziczy ona zawsze z dobrodziejstwem inwentarza, co oznacza, że za pozostawione długi odpowiada jedynie do wysokości wartości pozostawionego spadku.
a kto reprezentuje gminę przed sądem powszechnym?
Choć każdy, nawet najmniej zainteresowany lokalną władzą, wie zwykle kim jest burmistrz, wójt czy prezydent miasta, wiedza ta ogranicza się zwykle do przeświadczenia o ich niemal nieograniczonej swobodzie w zarządzaniu gminą.
Nieznany powszechnie podział kompetencji pomiędzy organami gminy, sprawia, że wójt, burmistrz, czy prezydent miasta utożsamiany jest z gminą i czyniony stroną pozwaną w sprawach, w których powód rości sobie pretensje do gminy.
Tymczasem wójt, burmistrz, czy prezydent miasta reprezentuje jedynie gminę w postępowaniu sądowym, ponieważ to on jest organem reprezentującym gminę na zewnątrz i kierującym jej sprawami. Nie będzie natomiast stroną pozwaną.
Pamiętaj zatem, by jako stronę postępowania sądowego wskazać gminę – nie burmistrza czy wójta, co chociaż wydaje się błędem mogącym przydarzyć się tylko laikom, zdarza się w praktyce bardzo często, także niestety w przypadku pozwów sporządzanych przez profesjonalnych pełnomocników.
Wójt (burmistrz, prezydent) jest też nagminnie, błędnie pozywany w sprawach pracowniczych i to nie tylko wtedy, gdy powodem jest pracownik urzędu gminy, ale także wtedy, gdy pozew składa pracownik jednostki gminnej, a nawet nauczyciel. Tymczasem i w samorządzie obowiązuje ogólna zasada, że pozwanym jest zawsze pracodawca, nie osoba reprezentująca pracodawcę, ani (jak to się zdarza w przypadku pracowników oświaty) organ założycielski szkoły.
Wciąż w nas chyba pokutują stereotypy wykształcone przez lata oglądania animowanych bajek, w których burmistrz urzędujący w kolorowym ratuszu władczo i samodzielnie podejmował śmiało wszystkie decyzje dotyczące innych bohaterów, czasem nawet osobiście nadzorując sposób ich wykonania. Z wiadomych względów w bajkach nie było miejsca na Radę Gminy, komisję rewizyjną, RIO i inne organy nadzoru. Życie to jednak zupełnie inna bajka 🙂
czyli czy wliczać do dochodu przy ustalaniu uprawnień do dodatku mieszkaniowego dodatek pielęgnacyjny.
Aby uzyskać uprawnienie do dodatku mieszkaniowego średni miesięczny dochód na jednego członka gospodarstwa domowego nie może przekraczać ustalonych w ustawie progów. Dlatego przy ustalaniu uprawnień kluczowe jest prawidłowe ustalanie dochodu wnioskodawcy.
Ustawa o dodatkach mieszkaniowych zawiera własną definicję dochodu oraz katalog świadczeń, których do niego się nie wlicza. Jest to katalog zamknięty, w którym znalazły się różne świadczenia o charakterze socjalnym, otrzymywane przez osoby niezamożne, w tym m.in „zasiłki pielęgnacyjne”.
W katalogu tym brak jest jednak odrębnie wskazanego „dodatku pielęgnacyjnego” i był to główny argument organów przyznających dodatki mieszkaniowe, które w praktyce za każdym razem wliczały dodatki pielęgnacyjne do dochodu wnioskodawcy.
Nie pomagało stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich, który definitywnie opowiadał się za niewliczaniem dodatku do dochodu.
Wydawało się, że kwestię tę definitywnie rozwiąże podjęta w składzie 7 sędziów uchwała NSA z dnia 10 grudnia 2009 roku w sprawie I OPS 8/09, w której Sąd orzekł wprost, że dodatku pielęgnacyjnego nie wlicza się do dochodu.
Tymczasem w praktyce nic się w tym zakresie nie zmieniło – osoby składające wnioski w urzędach miast i gmin, nadal otrzymują informację, że dodatek pielęgnacyjny podwyższy ich dochód obliczony do celów ustalenia wnioskowanych uprawnień.
Organy powołują się przy tym na stanowisko wyrażone w odpowiedzi z 24 stycznia 2013 r., wydanej z upoważnienia Ministra transportu, budownictwa i gospodarki morskiej (na interpelację nr 12127) w sprawie wliczania dodatku pielęgnacyjnego do dochodu przy składaniu wniosków o przyznanie dodatku mieszkaniowego. Wynika z niej, że brak środków w budżecie, na pokrycie kwot związanych ze zwrotem gminom zwiększonych wydatków z tego tytułu, był przyczyną negatywnego zaopiniowania zmian w ustawie, które przewidywały zawarcie w katalogu świadczeń niewliczanych do dochodu także dodatku pielęgnacyjnego, a także, że projekt uwzględniający te zmiany odrzucił też Sejm, stąd dodatek nadal należy wliczać do dochodu.
Pojawia się pytanie, co ze wspomnianą wyżej Uchwałą?
Oczywiste jest przecież, że kolejne rozstrzygnięcia sądów administracyjnych będą z nią zgodne, a organ odmawiając dodatku, z uwagi na zbyt wysoki dochód obliczony sprzecznie z treścią uchwały, narazi się na dodatkowe koszty w przypadku odwołania i ewentualnego zaskarżenia decyzji ostatecznej do sądu administracyjnego.
Jaka jest szansa na to, że skład sądu w kolejnej analogicznej sprawie nie uzna racjonalnego i logicznego stanowiska ujętego w Uchwale i przedstawi sprawę do rozpoznania ponownie odpowiedniemu składowi NSA, na co zdają się liczyć autorzy odpowiedzi na interpelację?
Według mnie marna. Dużo większa na to, że nieświadomy wnioskodawca nie odwoła się od decyzji odmawiającej dodatku, w uzasadnieniu której pewnie przeczyta, że to jedyne prawnie dopuszczalne rozstrzygnięcie. Nie znając treści Uchwały nie nabierze wątpliwości.
A wszystko w zgodzie z zasadą pogłębiania zaufania obywateli do organów administracji. Wszystko?
Po nabyciu od gminy mieszkania z bonifikatą, należy pamiętać, że zbycie lub wykorzystanie go na inne cele przed upływem pięciu lat, licząc od dnia nabycia, będzie skutkować koniecznością zwrotu, kwoty równej udzielonej bonifikaty po jej waloryzacji.
Zwrot nie będzie konieczny tylko w kilku, przewidzianych w ustawie wypadkach m.in. gdy zbycie nastąpi na rzecz osoby bliskiej.
I tu pojawia się problem, bowiem ustawodawca definiując pojęcie „bliskiej osoby” objął nim tylko zstępnych, wstępnych, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa, małżonka, osoby przysposabiające i przysposobione oraz osobę, która pozostaje ze zbywcą faktycznie we wspólnym pożyciu.
Do grona „osób bliskich” nie zostały więc zaliczone te osoby, które często są nam bliższe niż np. dzieci rodzeństwa, a mianowicie zięć, synowa czy pasierb.
W praktyce ma to niebagatelne znaczenie, ponieważ od 22 września 2004 roku Gmina jest zobligowana dochodzić zwrotu bonifikaty zawsze, gdy spełnione są przesłanki zawarte w ustawie – wcześniej zależało to od jej uznania. Obecnie odstąpienie od żądania zwrotu może nastąpić wyłącznie za zgodą Rady Gminy, a ta nie zawsze uzna zasadność odstąpienia.
Definicja osoby bliskiej wskazana w ustawie nie odpowiada więc współczesnym realiom.
Dlaczego przekazanie w drodze darowizny, mieszkania nabytego z bonifikatą siostrzeńcowi, ma być uprzywilejowane w stosunku do darowizny dokonanej przykładowo na rzecz synowej, łącznie na rzecz córki i zięcia, czy na rzecz dziecka partnera – wychowanego co prawda w nieformalnym, ale długoletnim związku?
Przecież zapisy o konieczności dochodzenia przez Gminę zwrotu bonifikaty miały jedynie uniemożliwić spekulacyjny obrót nieruchomościami, a nie może być mowy o tym w najczęściej zdarzających się w praktyce przypadkach, gdy obie strony umowy są sobie faktycznie najbliższe, często prowadzą wspólne gospodarstwo domowe, a nierzadko nabywca ustanawia na rzecz zbywcy nieodpłatną, dożywotnią służebność mieszkania.
Póki co, wszystkim zobowiązanym pozostaje w opisanych przypadkach wnioskować o odstąpienie od żądania zwrotu bonifikaty, licząc na to, że Rada Gminy akurat w ich sytuacji uzna odstąpienie za uzasadnione.


